RSS
poniedziałek, 13 września 2010

 9 miesięcy minęło od mojego debiutu w roli blogera. Od tamtej pory napisałem 9 notek, co daje jeden wpis na miesiąc. Mało, biorąc pod uwagę, że nie pracuję 12 godzin, nie mam rodziny na utrzymaniu i nie muszę w wolnych chwilach zajmować się gospodarstwem domowym. Jednak jest coś, co spowodowało u mnie totalny brak systematyczności. Tym czymś, tą rzeczą, czy jak kto woli, tym schorzeniem jest lenistwo – czyli powszechna, nieuleczalna choroba społeczna, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Wraz z końcem wakacji, po części skończyła mi się chęć na ‘nic nie robienie’. Dlatego tym razem wracam do aktywności jak najbardziej na poważnie. Z moim powrotem wiąże się kilka istotnych zmian. 


Po pierwsze wracam jako uczeń II klasy Liceum Ogólnokształcącego o profilu dziennikarskim(progres w stylu pisania, o ile jako taki się pojawił, możecie ocenić sami).

Po drugie, przechodząc już do samego bloga, całkowicie zmieniona została szata graficzna. Tutaj szczególne podziękowania kieruję do Tomka Stolarczyka, który wykonał dla mnie top.

Po trzecie blog częściowo staje się moim zadaniem domowym na co najmniej pół roku. Tak więc niektóre teksty, a właściwie ich rodzaje i styl w jakim zostaną wykonane będą odgórnie narzucone.

To by było na tyle drugiej już notki wstępnej. Podobnie jak 9 miesięcy temu, pożegnam się z Wami niebieskim pozdrowieniem:

 

Carefree!

21:05, kamil_cfc
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lipca 2010

Miniony sezon był dla Chelsea Poland okresem przełomowym. Oddajemy w Wasze ręce jego krótkie podsumowanie.

Sezon 09/10 zaczęliśmy tradycyjnie letnim zlotem. Tym razem odbył się on niedaleko Bydgoszczy, nad zalewem Koronowskim. W dniach 19-23 sierpnia mogliśmy się cieszyć świetnym towarzystwem, piękna pogodą oraz wyjazdowym zwycięstwem Chelsea nad Fulham.

20. września, przy okazji meczu z Tottenhamem, odbyła się pierwsza odsłona Niebieskiej Integracji. Pomysł ten okazał się wielkim sukcesem i już pierwsze spotkania zgromadziły w całej Polsce 99 osób. Kolejne tego typu wydarzenia miały miejsce przy okazji wszystkich większych starć The Blues, czyli przynajmniej raz w miesiącu. Spotkania mające na celu poznanie nowych kibiców Chelsea z czasem przerodziły się w swoisty rytuał i do organizacji kolejnych wystarczały już później mecze nawet ze słabszymi rywalami.

W dniach 18-25. października kilkunastu członków Chelsea Poland wzięło udział w niezapomnianym wyjeździe do Londynu. Nasza ekipa oglądała na żywo wygrane mecze z Atletico (4:0) oraz Blackburn (5:0).

Następnym godnym odnotowania wydarzeniem była zabawa sylwestrowa, która odbyła się w Poznaniu. Tak, tak - integracje przebiega tak sprawnie, że grupa około 20 osób zdecydowała się wspólnie przywitać Nowy Rok.

3. stycznia 2010 to dzień, na który wielu z nas czekało ze zniecierpliwieniem - przewodniczący Stowarzyszenia otrzymał dyplom podpisany przez Petera Kenyona i potwierdzający, że Chelsea Poland to jedyny oficjalny fan club Chelsea w Polsce!

W dniach 30-31. stycznia Chelsea Poland wzięła udział w III Ogólnopolskim Turnieju Kibiców w Trzciance. Pomimo braku awansu do fazy pucharowej cała grupa tradycyjnie miło spędziła czas i przyczyniła się do pomocy potrzebującym, gdyż właśnie taki jest cel tych corocznych rozgrywek.

Przy okazji meczu wygranego 2:0 z Arsenalem w Krakowie zorganizowano minizlot. Podczas 2-dniowego spotkania nie mogło zabraknąć głośnego dopingu oraz wymiany poglądów do późna w nocy.

Dni 16-18. kwietnia to ogólnopolski zlot kibiców Chelsea, który w tym roku odbył się w Warszawie. Miło było przywitać nam wszystkie nowe twarze i pokazać, że nawet w obliczu bezprecedensowych katastrof (smoleńska, porażka z Tottenhamem) potrafimy zachować się jak należy. Wszystkim ciężko było się ze sobą rozstać i nikt nie mógł doczekać się kolejnego spotkania.

Maj to już cotygodniowe wspólne oglądanie potyczek z udziałem Chelsea, a w efekcie świętowanie zdobycia historycznej, podwójnej korony.

Ostatnim oficjalnym wydarzeniem z sezonu 2009/10, w którym wzięło udział Stowarzyszenie, był II Ogólnopolski Turniej Kibiców Zagranicznych Drużyn, który odbył się w Kalwarii Zebrzydowskiej. Drużyna Chelsea Poland wspierana dopingiem nie grających kibiców The Blues wygrała te rozgrywki, a nagrodę najlepszego zawodnika turnieju otrzymał nasz napastnik, Andrzej Działach. W trakcie pobytu w Kalwarii zawiązano również nieformalną przyjaźń ze Stowarzyszeniem Bayernu Monachium.

Nowe przyjaźnie sprawiły, że nie zapominamy o sobie także w przerwie międzysezonowej – nie zabrakło spotkań przy okazji Mistrzostw Świata, a ich punktem kulminacyjnym był mecz finałowy tego turnieju, który dzięki gościnności przewodniczącego Stowarzyszenia, Mariusza Osińskiego, oraz jednego z ‘młodych wilków’, Sebastiana Darul, obejrzeliśmy wspólnie w Piekarach Śląskich. Obu panom dziękujemy za zorganizowanie tego niezapomnianego spotkania, a wszystkim pozostałym za wspaniałą zabawę.

W trakcie sezonu 2009/10 Stowarzyszenie wydało też swoje oficjalne gadżety - koszulkę 'Terry's Army', flagi oraz vlepy. One oraz wyjazdy na turnieje i mecze przeznaczone są tylko dla członków Chelsea Poland. Wszystkich wahających się nad wstąpieniem w nasze szeregi gorąco zachęcamy, a tych, którzy usłyszeli o nas pierwszy raz zapraszamy na spotkania - przyjedźcie, przekonajcie się z jak wspaniałymi ludźmi można wspólnie dopingować The Blues!

Inauguracja kampanii 2010/11 już niebawem – na przedsezonowym sparingu z HSV Hamburg spotkać będzie można niemal 30 członków Chelsea Poland. Później, w dniach 19-23. w Mielnie odbędzie się letni zlot fanów Chelsea, na który już teraz wszystkich serdecznie zapraszamy. Więcej informacji znajdziecie na naszym forum, www.chelseapoland.org/forum.

Słowem zakończenia w imieniu swoim i innych pragniemy gorąco podziękować panu Mariuszowi, bez którego wiele z opisanych wyżej wydarzeń nie doszłoby do skutku. To właśnie między innymi dzięki jego wytrwałości mogliśmy cieszyć się tak wspaniałym kibicowsko, a nie tylko sportowo, rokiem. Dziękujemy!

Autorzy tekstu: Betina Musialik, Jakub Pasternak
Wykonanie filmu: Mikołaj Laskowski

18:09, kamil_cfc
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 kwietnia 2010

Pisząc w styczniu artykuł o wspaniałym zwycięstwie Chelsea nad Sunderlandem, nie myślałem, że czeka mnie aż tak duży zastój w prowadzeniu bloga. A jednak. Mamy kwiecień, po niespełna trzy miesięcznej przerwie można w końcu, lub jak kto woli „znowu” spojrzeć na moje wypociny.

O czym dzisiaj? O wszystkim w zasadzie. Przez 3 miesiące wydarzyło się wiele istotnych, wartych poruszenia spraw.  Pisanie o każdej z osobna nie ma już teraz najmniejszego sensu, dlatego poruszę je wszystkie w dzisiejszym wpisie, tak w skrócie.

John vs Wayne, czyli sexafera w angielskiej piłce.

Zapewne wszyscy doskonale tą sprawę znacie, jednak zakładam, żę może znaleźć się choć jeden, niedoinformowany wyjątek. Generalnie rozchodzi się o to, że, John Terry przespał się z żoną Wayne’a Bridge'a(wybaczcie kolokwialny styl, ale w tym wypadku najprostsze, zdeycodowanie znaczy najlepsze). Usprawiedliwiać kapitana Chelsea nie zmierzam, bo i nie mam ku temu powodów. Chciałbym jednak w kontekście tej sytuacji poświęcić parę linijek angielskim mediom. Czy nie uważacie, że robili wszystko by zniszczyć psychikę i wizerunek Terry’ego? Ja jestem tego wręcz pewien. Skutki były natychmiastowe - odebranie opaski kapitańskiej reprezentacji Anglii oraz  kilka słabszych meczów w barwach „The Blues”. Czy bez nacisku mediów Capello zdecydował by się zmienić kapitana „Synów Albiony”? Tego nie wiem. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że nie miło było czytać kolejne, nowe informacje o „wybryku” Terry’ego, zwłaszcza że większość z nich z pewnością była zwykłym wymysłem. Nie chcę już nawet pisać, o tych błaznach gwiżdżących na Johna podczas meczów Chelsea. Bardzo łatwo jest szydzić ze zwykłych ludzkich błędów, dużo ciężej jest zapamiętać ile serca w grę dla reprezentacji wkłada i zawsze będzie wkładał JT. Ile zrobił, dla tego kraju jako obrońca, jako człowiek, jako kapitan.

Na koniec jeszcze jedna aluzja do paru zachowań poszkodowanego, Wayne’a Bridge’a: Nigdy, bez wyjątku, nie przekładajmy życia prywatnego, na życie boiskowe.

Fatum?

„…Następnego dnia obejrzałem mecz raz jeszcze w telewizji, wciąż mając w pamięci płacz małego chłopca z trybun. Jestem przekonany, że wielu kibiców czuło się tak jak on. Jako piłkarze musimy szybko radzić sobie z rozczarowaniami. Nie dlatego, że po nas spływają, ale po to, aby się pozbierać i wyjść z podniesionym czołem na następny mecz…”

”…Nie zapominajmy o tych, którzy następnego dnia idą do pracy, gdzie muszą zmagać się z kolegami kibicującymi innym zespołom. Ich dokuczanie może trwać nawet kilka dni, pewnie do kolejnej kolejki ligowej…”

To tylko dwa fragmenty z blogu Michaela Essiena, który opisał swoje odczucia po meczu z Interem. Michael mówiący o sytuacjach, przez które wielu z nas, a może nawet większość, przejść musiała. Znowu… Niestety, po raz kolejny marzenia o lidze mistrzów trzeba odłożyć na następny sezon. Ból jest zdecydowanie mniejszy niż rok temu, gdy w lidze mistrzów zwyczajnie nas oszukano, okradziono. Mimo wszystko ten ból nadal jest ogromny, zwłaszcza że pierwszy raz od paru lat odpadamy tak szybko. No ale cóż, „futbol jest okrutny”.

„Po deszczu zawsze wychodzi słońce…”

…zwłaszcza gdy jesteś kibicem Chelsea. Zapomnieć o lidze mistrzów i skupić się na Premier League. Powtarzali to w kółko piłkarze oraz sympatycy „The Blues”. Sztuka ta nie udała się w meczu z Blackburn, ale później… no właśnie, to co się stało później, wymazało wszystkie złe wspomnienia z Champions League. 5:0 z Portsmouth, 7:1 z Aston Villą i 1:2 z Manchesterem United! Lepiej być nie może! Piłkarze są w wielkiej formie, czują że mogą wygrać Premier League i jestem przekonany, że to zrobią! 4 zwycięstwa i jeden remis, przy komplecie punktów Manchesteru i Arsenalu dają Chelsea mistrzostwo. Terminarz trudny zarówno dla nas jak i dla rywali, walka zapewne potrwa do ostatniej kolejki, mistrzostwo jest blisko, każdy mecz jest teraz finałem, pozostał już tylko krok, jeden mały, lecz bardzo trudny do zrobienia, krok. Jakby tego było mało do składu zaczynają wracać rekonwalescenci, w sobotę na boisku zobaczymy Branislava Ivanovica, a już niedługo szykują się powroty Ashley’a Cole’a i Michaela Essiena. I jak tu nie być optymistą?

17:03, kamil_cfc
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 stycznia 2010

A tak nas straszyli tym PNA. Tak się cieszyli na PNA. Tylko czekali aż zacznie Puchar Narodów Afryki. Kto? Kibice Manchesteru United i Arsenalu! No to się doczekali…

Jak piękna, jak fantastyczna, jak dosadna jest dzisiejsza riposta Chelsea - tego się nie da ująć w słowa. Jak wielka duma rozpiera mnie po oglądnięciu dzisiejszego meczu – nie da się tego opisać. Jak pięknie będzie ponownie cieszyć się z mistrzostwa Anglii – dowiem się w maju.

Przechodząc do konkretów:

Chelsea vs Sunderland – czyli teoretycznie najtrudniejszy mecz „The Blues” w trakcie Pucharu Narodów Afryki.

Wynik - czyli cudowny kontrargument dla wszystkich niedowiarków, dla wszystkich liczących na potknięcia Chelsea, dla wszystkich wątpiących w Carlo Ancelottiego. W tym momencie nasuwa mi się jedno zdanie: „Nie mam pytań”.

Chelsea to jedna wielka drużyna, czego dzisiaj mieliśmy świetny dowód. Szeroka kadra, jak na przyszłego mistrza Anglii przystało. Jest czym rotować, możemy rotować, będziemy rotować, będziemy wygrywać. Nie widzę na ten moment innego kandydata do mistrzostwa. Nie przy tak grającej Chelsea.

Bo co lub kto ma zatrzymać podopiecznych Ancelottiego, jeśli nie PNA? Grając tak jak dziś, bez Drogby czy Essiena, aż boje się pomyśleć co by było gdyby Ci dwaj panowie na Stamford Bridge przeciwko Sunderlandowi zagrali. 10, 12? Ile goli byśmy zobaczyli. Można tylko gdybać.

Naprawdę uważam, że tylko kataklizm(przykładowo, odpukać oczywiście, poważna plaga kontuzji) może nam zepsuć ten sezon. Przeżyliśmy już chyba wszystko, bo był kryzys, mamy braki w kadrze, były mecze z wielką czwórką – nic nas nie zatrzymało, nadal jesteśmy liderem w tabeli ligowej. Co jeszcze może nam stanąć na przeszkodzie? Brak kandydatów na dzień dzisiejszy. Bo ani Manchester ani Arsenal, ani(no dobra) Liverpool nie zagrozi będącej w takiej formie Chelsea.

Pewnie jestem przesadnym optymistą, ale wydaje mi się że mam prawo i powód takim być. To prawo, ten powód stworzyła mi Chelsea. I wierzę, że moje przekonania będą z tygodnia na tydzień potwierdzane. Tak aż do maja, gdy będę mógł się cieszyć ze zdobytych przez „The Blues” trofeów(bo miejmy nadzieję że na jednym się nie skończy).

23:01, kamil_cfc
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 stycznia 2010

Po prawie miesięcznej przerwie czas powrócić do świata żywych. Ojj tak, bo od 21 grudnia na tym blogu nie dzieje się zupełnie nic. Nie będę tłumaczył się świętami, sylwestrem, czy końcem szkolnego semestru. Nie będę mówił jak bardzo jestem „zapracowany”, bo nie jestem. Przejdę od razu do rzeczy, czyli do krótkiego podsumowania 2009 roku.

Na początku skupię się na tym jaki był on dla mnie – kibica. Więc jaki był? Zdecydowanie przełomowy. Jeszcze w styczniu minionego roku, nigdy nie pomyślałbym, że będzie mi dane spędzić tydzień w Londynie i w trakcie niego oglądnąć na żywo dwa mecze Chelsea, uczestniczyć w dwóch ogólnopolskich zlotach, czy wraz z 40 innymi fanatykami „The Blues” dopingować we Wrocławiu Chelsea w starciu z United. Nigdy nie pomyślałbym, że poznam tylu wspaniałych ludzi, których życie wypełnione jest tą samą pasją, która wypełnia moje. A jednak…

A jaki ten rok był dla Chelsea. Z pewnością przepełniony dobrymi decyzjami zarządu. Wszystko zaczęło się w lutym. Pamiętne 0:0 z Hull i ten cudowny news: „Scolari zwolniony”.

W końcu! - można było wykrzyczeć. Kto następny?  „Król Midas w  świecie futbolu” – jak to kiedyś napisał pewien fan Realu Madryt. O jakim królu mowa? Oczywiście o Guusie Hiddinku. Oj działo się od czasu przybycia Holendra na Stamford Bridge. Zaczęło się od Juventusu – out, później był Liverpool – out,  Barcelona – out, Ovrebo... no i taki sprytny to już Guus nie był. Pogromcą Hiddinka okazał się Norweski sędzia, Tom Hening Ovrebo… Piłka Nożna nie jest sportem sprawiedliwym, cóż, zdążyłem się przyzwyczaić. Hiddink jednak nie poddawał się i tak o to Chelsea zdobyła pierwsze od dwóch lat trofeum – Puchar Anglii! W ten sposób, nasz „zbawca z Rosji” odszedł, wiedząc , że wykonał kawał dobrej roboty.

 

31 maja, zarząd, z Romanem Abramovichem na czele, ogłosił kolejną bardzo dobrą decyzję. Carlo Ancelotti trenerem Chelsea!  Od tamtego momentu „The Blues” wygrali wszystkie spotkania z drużynami z „Wielkiej Czwórki”, jak burza przeszli grupę Ligii Mistrzów i aktualnie są na doskonałej drodze do odzyskania mistrzostwa Anglii. Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy. Póki co, w 2010 roku zostało rozegrane jedno spotkanie podopiecznych Ancelottiego. Wynik? Zwycięstwo 5:0! Jak to się mówi…? Jaki pierwszy mecz, taki cały rok… Oby!

17:30, kamil_cfc
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 grudnia 2009

Za najważniejsze wydarzenie minionego tygodnia, zdecydowanie można uznać losowanie par 1/8 Ligii Mistrzów. Na parę dni po zakończeniu gali, trzeba przyznać, że pary zostały rozlosowane wręcz idealnie. Tak wielkich emocji, w tak wczesnej fazie rozgrywek, nie mieliśmy już dawno. Teraz mamy je zagwarantowane. Takie pojedynki jak Chelsea vs Inter czy Manchester United vs AC Milan sprawiają, że czas zacząć odliczać dni do 16 lutego, kiedy to rozegrane zostaną pierwsze spotkania.

Chelsea vs Inter to najlepsze co mogło spotkać kibica. I to nie tylko sympatyka „The Blues”. pojedynek byłej i obecnej drużyny Jose Mourinho to to, co marzy mi się już od ponad dwóch lat. Jose wraca na Stamford Bridge! Już sobie wyobrażam, jak całe „The Shed” skanduje jego nazwisko. Uścisk z Frankiem Lampardem czy Johnem Terry’m – wspaniale będzie móc znów zobaczyć ten obrazek. „Powrót Mourinho to coś fantastycznego” – mówi Ashley Cole. Kolejny zachwycony piłkarz to Petr Cech, który całą sytuację skomentował krótko: „Nie można było prosić o nic więcej. To idealny prezent”. Trudno im się dziwić, po raz kolejny staną naprzeciw ukochanego trenera.  Tam gdzie Jose Mourinho, tam kontrowersje i gierki słowne (na samą myśl przechodzą mnie ciarki).  Kocham jego charakter i arogancje, mam nadzieję, że i tym razem nie zabraknie pikanterii stworzonej przez Portugalczyka. W Interze czy w Chelsea – Jose jest wyjątkowy. Móc zobaczyć go znów na Stamford Bridge – bezcenne.

Być może będę za bardzo subiektywny ale nie oszukujmy się. Dla Chelsea Inter powinien być tylko i wyłącznie przystankiem w drodze do Madrytu. Liga włoska to póki co lata świetlne(no może troszkę przesadzam) do ligi angielskiej. Do tego podopieczni Carlo Ancelottiego pokazali już w tym sezonie jak rozprawiać się z najgroźniejszymi rywalami. Jedynie geniusz Jose Mourinho(ale mu słodze) może pokrzyżować im plany, miejmy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Szkoda będzie pożegnać Jose tak szybko, no ale cóż, jak to w życiu bywa - wszystko ma swoje wady i zalety.

"Wspaniale byłoby znowu zagrać na Old Trafford, pierwszy raz od ponad sześciu lat" – powiedział tuż przed losowaniem David Beckham. Mówisz i masz – nasuwa mi się na język. Nie jest to co prawda program „Spełniamy Marzenia”, no ale skoro David był w zeszłym roku grzeczny, to dlaczego i jego los miałby nie obdarować super prezentem. Tak więc mamy kolejny angielsko-włoski pojedynek. Mało tego, mamy kolejny sentymentalny pojedynek. Becks jest jedną z legend United, teraz przed nim nie łatwe zadanie. Pokonać mistrza anglii to wielka sztuka, więc i tym razem w roli faworyta stawiam drużynę z Premiership. Marzy mi się oczywiście odpadnięcie Manchesteru, zaprzeczyłbym jednak sam sobie, wskazując Milan jako faworyta.

Przed nami wiele emocji, bo i reszta par jest bardzo wyrównana. Praktycznie w każdym z pojedynków(no może oprócz Barcelony ze Stuttgartem) nie da się jednoznacznie wskazać faworyta. Oj będzie się działo!

19:47, kamil_cfc
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 grudnia 2009

Na szczęście tylko na 90 minut. I to jako trener innej drużyny(w tym momencie, już drugi raz w ciągu 5 sekund oddychamy z ulgą).

O kim mowa? Pewnie wszyscy zdążyli już się domyśleć. Aram Grant po raz kolejny pojawił się na ławce trenerskiej Stamford Bridge, tym razem po stronie gości. Jego Portsmouth przegrało z Chelsea 2:1 ale o tym w którymś z kolejnych akapitów.

Dlaczego nie warto o nim wspominać? I dlaczego mimo to o nim wspomnę? – Na te pytania postaram się odpowiedzieć.

Grant był, lub jak kto woli jest osobą, która wśród kibiców Chelsea budzi różne emocje. Jedni zachwycają się jego awansem do finału Ligii Mistrzów, drudzy uważają, że powinien dostać więcej czasu, trzeci(w tym ja) nadal dziękują Bogu za dzień, w który Avram został zwolniony. Czwarci, piąci, szóści … itd.  Pewnie można by było wymieniać, zostawię to jednak na następny raz.

Nie wiem czy Avram Grant przejmując schedę po Mourinho miał trudniej. Wiem za to, że jest to trener co najwyżej przeciętny, kompletnie nie pasujący do takiego zespołu jak Chelsea.

Nie uważam, że jestem uprzedzony do Izraelczyka. Po prostu pewne fakty w trakcie jego krótkiej kadencji w „The Blues” były bardzo frustrujące. Nikt z nas nie czuł się dobrze, gdy Drogba w dziesiątym kolejnym wywiadzie powtarzał jak bardzo chce odejść z Chelsea. Nie wiem, czy ktokolwiek, czuł respekt do trenera, za którego w protokole meczowym Champions League podpisywał się Steve Clarke. Avram nie posiadał licencji na prowadzenie drużyny w tych rozgrywkach. Żart? No niestety nie… Z drugiej strony, jeśli pomyśleć dłużej, chyba podpisywała się odpowiednia osoba, której to według mnie głównie zawdzięczamy awans do finału tych elitarnych rozgrywek. Bezradność, „nieobecność”, zagubienie w trakcie meczów. Bierność w szatni i w trakcie najważniejszych momentów(chociażby finały Carling Cup  i Champions League). I kolejne wiadomości mówiące o tym, że w Chelsea rządzą asystenci. To wszystko czyni Granta człowiekiem, o którym nie chce się wspominać, bo po co wracać do tak smutnych chwil, dla każdego kibica.

Wspomnieć jednak o nim trzeba. Niecodziennie zdarza się zagrać przeciwko byłemu trenerowi. Ciepłe przywitanie urządzili Avramowi kibice zgromadzeni na Stamford Bridge. Niektórych pewnie to dziwi, a mi się to bardzo podobało. Nie można przecież winić człowieka za to, że jest słabym trenerem. Jaki by nie był, trzeba pamiętać, że jest jednym z byłych menadżerów Chelsea, a to wystarczy by mieć do niego szacunek.

Z pewnością Grant jest człowiekiem, który lubi wyzwania. Po przejęciu słabo spisującej się drużyny Jose Mourinho, podjął się pracy w znajdującym się w jeszcze gorszej sytuacji Portsmouth. Na szczęście swoim byłym podopiecznym punktów nie urwał.

Chelsea w końcu przerwała fatalną passę, co cieszy. Chelsea nie zagrała dobrego meczu, co martwi. Do Chelsea w końcu uśmiechnęło się szczęście, co cieszy. Chelsea znów straciła bramkę po stałym fragmencie gry, co martwi.

Najważniejsze jednak, że piłkarze Carlo Ancelottiego zrobili to co do nich należy. Wygrali mecz, przełamali się. Czas teraz rozpocząć kolejną zwycięską serię – najbliższa okazja jutro o godzinie 17:00. 6pkt przewagi nad Manchesterem United? Bardzo możliwe.

21:45, kamil_cfc
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009

Miał być powrót na drogę zwycięstw. Miało być odrodzenie. Miał być początek nowej serii. Zamiast tego mamy czwarty mecz bez kompletu punktów. Jest to również mój czwarty wpis na blogu i niestety jak do tej pory nie miałem przyjemności napisać o zwycięstwie podopiecznych Carlo Ancelottiego. No ale przecież nikt nie mówił, że będzie lekko.

Mecz z Evertonem to pierwsze w tym sezonie potknięcie na Stamford Bridge. Najlepsza obrona na świecie? Na pewno nie w meczu z Evertonem. Frajerskie bramki, szkolne błędy, tak grać nie możemy.

Przechodząc do samego przebiegu spotkania, nie sposób nie wspomnieć o Cechu. Czy Was też przechodzą ciarki przy każdym rzucie wolnym dla naszego przeciwnika? To jak ustawia się Petr przy tych stałych fragmentach, z meczu na mecz jest co raz bardziej irytujące. Wystarczy popatrzeć ile razy traciliśmy bramki po wolnych. I ile razy oglądając powtórkę powiedziałeś/aś: „To było do wyciągnięcia.” Takich sytuacji było naprawdę wiele. Pierwszy lepszy przykład to mecz z Liverpoolem(4:4) i bramka Alonso. Kolejna(niestety) „powtórka z rozrywki” miała miejsce w sobotę, przy golu na 1:0, który w 80% był winą Cecha i jego fatalnego ustawienia na linii bramkowej. Wystarczyło stanąć metr bliżej lewego słupka(patrząc z perspektywy goalkeepera), a gola by nie było.

Kolejne stracone bramki to kolejne błędy – tym razem obrońców. W szczególności gol na 2:2, przy którym nieudolną asystą popisał się Carvalho. Bramkę na 3:3 nazwę farfoclem, który w normalnym meczu się nie zdarza. W normalnym nie, w naszym tak.

Znowu „leżymy” przy stałych fragmentach gry. Jak to zaznaczył komentator Canalu+: „80% straconych bramek przez Chelsea w tym sezonie to gole z rzutów rożnych i wolnych.” Niestety już kolejny sezon walczymy z tym problemem. Pamiętamy co działo się rok temu, gdy menadżerem był Scolari. Carlo zdecydowanie musi coś z tym zrobić! Może telefon do Hiddinka?

Kolejna rzecz, której w Chelsea nie było, zarówno przeciwko Evertonowi jak i we wtorek w meczu z Apoelem, to brak tak zwanego „zabicia meczu”. Swobodna gra przy stanie 2:1 czy 3:2? Sorry ale to w żadnym wypadku nie przejdzie.

Brakowało mi także podjęcia pełnego ryzyka w ostatnich minutach. Gdzie były te szaleńcze ataki, które widzieliśmy chociażby w zeszłym sezonie w meczu ze Stoke. Ja na pewno ich nie widziałem, choć bardzo chciałem zobaczyć.

Jeśli szukać pozytywnych aspektów, to z pewnością jednym z nich jest Didier Drogba. Obecnie lider klasyfikacji strzelców Premier League. Nic więcej raczej dodawać nie muszę.

Bardzo dobry występ zaliczył na swoim koncie Anelka, strzelec drugiej bramki. Podtrzymuje swoje zdanie, że mamy najlepszy duet napastników w Anglii, a może i nawet w całej Europie.

Drugą i chyba ostatnią sprawą, która cieszy jest porażka Manchesteru United, dzięki czemu Chelsea pozostaje na fotelu lidera, a nawet powiększa swoją przewagę do trzech punktów.

Reasumując, niech najbliższe treningi będą bardziej intensywne dla naszej linii obrony. Bo gdy w tej formacji wróci koncentracja i solidna gra, to Chelsea wróci na właściwą drogę. Drogę zwycięstw.

19:46, kamil_cfc
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2